Jesteśmy już po pierwszych szczepieniach. Moja mała dziewczynka okazała się jeszcze gorsza od Guteczka w krzykach w gabinecie weterynaryjnym. Po szczepieniach musieliśmy trochę czasu spędzić w poczekalni, bo Lori krzyczała w niebo głosy i nie potrafiła się opanować. Niestety jej 'koncert' został zakończony podwójnymi wymiotami, a potem długim snem. Za miesiąc mamy kolejne szczepienie i mam nadzieje, że tym razem obejdzie się bez krzyków.
Najlepszym przyjacielem Lori stał się jednak mój biszkopt.
Lubi z nim przebywać, jeść, spać i czasem oczywiście mu dokuczać. Gucio niestety nadal od małej ucieka i nie dopuszcza jej pod żadnym względem do swojej miski. Dziś niestety Lori zleciała z łóżka. Jej najlepszy kumpel Marley dał jej kopniaka i mała znalazła się z wielkim piskiem na ziemi, ale bardzo szybko wróciła na poduszkę i chrapała dalej do samego rana ...





0 komentarzy.:
Prześlij komentarz